Alchemia. Kamień filozoficzny, przemiana ołowiu w złoto, poszukiwanie panaceum na wszelkie zło. Prawdziwa magia na Ziemi nie polega na przywoływaniu kuli ognia i ciskaniu jej we wrogów, ani na osiąganiu prędkości światła podczas biegu (a szkoda!). Materiałem, którego używamy na co dzień do czynienia magii jest dzika, surowa moc naszych emocji.
Podobno ludzkie emocje są źródłem mocy, która mogłaby zasilić całą cywilizację. Jesteśmy bytem elektro-magnetycznym więc coś w tym może być. Przypomnij sobie, jaki ładunek przepływa przez Ciebie w momentach histerii, złości, poczucia braku satysfakcji, szaleństwa, w momentach nieokiełznanego entuzjazmu, radości, ekstazy. To ta sama moc, tylko o przeciwnych zwrotach. Czasem wyładowujesz ją na innych, dzielisz się nią z kimś, innym razem ładujesz ją do swojego wnętrza, z którego później szuka ujścia wszelkimi znanymi sobie sposobami. Kiedy nazbiera się jej za dużo, ciało może nie wytrzymać napięcia – załamuje się, łamie, choruje, skręca, wytraca energię, nie potrafi odpocząć, ciągle rozedrgane, pobudzane przez ładunek myśli… Okazuje się, że mamy na to wpływ.

Jesteś Alchemikiem.
Jestem Alchemikiem. Mogę przetworzyć tą surową, bezmyślną, niewinną moc emocji w cokolwiek sobie tylko zażyczę. Chcę cisnąć nią w kogoś w złości? Proszę bardzo! To jest całkiem łatwe, tylko czasem można oberwać rykoszetem, albo przestrzelić… I pewnie nieco zdrowsze od ukrywania ładunków w swoim własnym ciele, „byleby kogoś nie rozzłościć, nie wytrącić z równowagi, bo przecież nie wypada”. To akurat mój własny wzorzec – don’t rock the boat!
Prawdziwa Alchemia ma szanse zaistnieć, kiedy surowe emocje ani nie są zatrzymywane w ciele „na później”, ani nie są bezmyślnie wyrzucane na zewnątrz. Czasem granice między poszczególnymi działaniami są bardzo cienkie, często nie potrafimy zauważyć, co się dzieje, bo już włączyły się automatyczne wzorce emocjonalnej reakcji. Jednak przy dużej dozie uwagi, cierpliwości i łagodności wobec siebie, można nauczyć się rozróżniać, kiedy zachodzi jaki proces i zacząć na niego wpływać.
Dla mnie to zupełnie nowe odkrycia. I wcale nie jest mi z tym głupio, ani nie czuję się osamotniona. W naszej kulturze termin inteligencja emocjonalna dopiero od niedawna zyskuje popularność, a i ona związana jest z definicją, która – z moich najnowszych doświadczeń – ma niewiele wspólnego z prawdą. Inteligencja emocjonalna jest czymś całkowicie odmiennym od inteligencji, tej mentalnej, którą kulturowo doceniamy nieco dłużej i nawet mierzymy ją powszechnie testami IQ. Moje i poprzednie pokolenia nie wzrastały w środowiskach, w rodzinach, w których dałoby się znaleźć dobrze funkcjonujące wzorce „radzenia sobie” z emocjami, w świadomości na temat tego, czym emocje są, a czym nie są i jak możemy je wyrażać lub przetwarzać bez robienia krzywdy sobie i innym. Na szczęście teraz to się zmienia. Ufam, że kolejne pokolenia będą miały łatwiejszą drogę od samego początku.

Emocje to ludzka energia w ruchu. Uczucia są językiem Duszy.
To rozróżnienie jest dla mnie kluczem w Alchemii. Trzeba znać swoje składniki i surowce 😉 Dalej, by być alchemikiem potrzebny jest jakiś garnek, kocioł, laboratorium 😉 To akurat dostaliśmy w pakiecie – laboratorium, kotłem do przetrwarzania surowych emocji jest nasze ciało. I to zarówno, kiedy na poziomie umysłu jesteśmy tego świadomi, jak i kiedy nic nam o tym nie wiadomo. Niestety.
Mój przepis na przemianę ołowiu (emocji) w złoto (miłość)
Kiedy pojawiają się trudne, gęste, ciężkie emocje – nie zatrzymuj ich. Niech przepłyną przez ciało w takiej formie, w jakiej potrzebują. Strumień łez? Proszę bardzo. Krzyk? Na zdrowie! Dźwięki frustracji? Świetnie! Może drżenie rąk? Potrzeba ruchu, by puścić sztywność ciała? Taniec? Skoki? Bieg? Wszystko dozwolone!
Tylko jedna sprawa: nie pozwól myślom nakładać na ten stan historii. Kiedy płyną emocje – powstrzymaj umysł od budowania narracji, „aaa bo jak miałam 3 latka to coś tam, coś tam i dlatego teraz to…”, „aaa to pewnie jak trzy pokolenia wcześniej moja prababcia…”. Nie. W chwili, kiedy emocje płyną – umysł w niczym nie pomoże. Może jedynie nas oceniać (oczywiście negatywnie), zapętlić, obwinić, zakłębić w jeszcze mniej przyjemny stan.1
Skup się na oddychaniu i na uczuciach, które znajdują się w ciele, pod przepływającą przez Ciebie falą emocji. U mnie uczucia gnieżdżą się w takich chwilach zwykle w klatce piersiowej, w ramionach, które zaczynają się luzować, otwierać, wpuszczać więcej oddechu (jak tylko łzy i katar zatykający nos zacznie przechodzić!). Są bardzo subtelne więc trzeba dużo uwagi, by przebić się do nich przez silniejszą, dynamiczną energię emocji. Ale są. I jak już je znajdę świadomością, łapię się ich, dopóki fala nie przepłynie.

Uczucie, którego się trzymam, by nie zatonąć, to uniwersalna Miłość. Ona zawsze jest w nas, głęboko w środku, w ciele. Charakteryzuje się łagodnością, cierpliwością, spokojem i uśmiechem wobec nas samych. Dlatego, kiedy już ją raz znajdziemy i poczujemy – trudno o niej zapomnieć.
Kiedy potrafimy dodać ją do kotła pełnego wrzących, surowych emocji – ołów zamienia się w Złoto. Automatycznie. Bez wysiłku. Bez „naprawiania”, „uzdrawiania”, „przepracowania”. Kropla eliksiru przetwarza i uszlachetnia całą recepturę. Nieodwołalnie.
- Możemy poprosić nasz umysł o refleksje, kalkulacje i oceny procesu, kiedy już wynurzymy się na drugą stronę emocjonalnej fali. Wtedy nawet bywa przydatny, zwłaszcza dla ludzi wokół nas 😉 ↩︎