Moje tegoroczne święta były wyjątkowe. Ale nie z przyjemnych powodów, które mogą Wam przyjść na myśl po takim otwierającym zdaniu. Złamałam nogę, przeszłam operację i pierwszy raz w życiu spędziłam ponad miesiąc w ogóle nie wychodząc z domu. Moje życie zewnętrzne zostało zatrzymane, ale za to życie wewnętrzne miało okazję rozkwitnąć, czy raczej… taka przymusowa pauza pozwoliła mi przygotować glebę dla nowego nasionka, które wzejdzie dopiero za jakiś czas (jeśli uda mi się mu na to pozwolić), a rozkwitnie jeszcze dużo dużo później.
Zauważyłam z pełną mocą to, co wielu z nas widzi, ale może nie do końca chce przyznać. Okres zimowych, refleksyjnych świąt zmieniliśmy w sezon szaleństwa i hałasu. Kiedy siły natury kierują się do wewnątrz, by przygotować się na następny sezon wegetacyjny, kiedy zapada cisza, senność, krótkie dni, my, ludzie, zmuszamy się do zwiększonego wysiłku w szalonym wirze przygotowań i zakupów. Symboliczne światła rozświetlające nasze domy i jeszcze wcześniejsze ogniska, przy których gromadziliśmy się dla ciepła i opowieści zamieniliśmy na kakofonię migających lampek, irytujących reklam, neonów i zbyt jasnych białych lamp w galeriach handlowych. Cicha noc, święta noc stała się głośna, jaskrawa i zwykle pozbawiona zadumy nad świętością. Mam czasem wrażenie, że ludzkość każdy dobry pomysł potrafi z czasem wypaczyć i ostatecznie zmienić w groteskę pierwotnej idei. Z czasem zmuszamy się do utrzymywania zewnętrznych form, które straciły swoją głębię, wypaczyły się w krzywym zwierciadle i przynoszą więcej rozczarowania i cierpienia, niż ciepła i radości. Ale taki pesymistyczny obraz świata to tylko etap rozwoju, który – tak jak wszystko – minie i przerodzi się w coś innego, lepszego.
Dlatego w tej kolorowej kakofonii świątecznych życzeń (których prawie nikt już nie ma ochoty składać ograniczając się do sakramentalnego „nawzajem”) i noworocznych postanowień (które co roku dokarmiają naszych wewnętrznych krytyków), życzę sobie i Wam jak największej ilości spokojnych, cichych, uśmiechniętych chwil. Wystarczającej ilości przerw i pauz dłuższych i krótszych, byśmy dojrzeli przyjemność z prostych, ulotnych, pięknych momentów.

Zamiast spisywać listy tego, czego nie zrobiliśmy w zeszłym roku i co planujemy zrobić w kolejnym, zachęcam do zatrzymania się i popatrzenia na życie, takie, jakim jest teraz, z wyrozumiałością i miłością. Kiedy dajemy naszym doświadczeniom przestrzeń, by po prostu były takimi, jakie są, kiedy przestajemy je spisywać i oceniać, podsumowywać, oceniać, dodawać i odejmować punkty za – odpowiednio – „osiągnięcia” i „porażki”, pojawia się niezwykła cisza. Z niej wyłania się spokój, a czasem nawet uśmiech.
Życzę więc sobie i Wam abyśmy w nowym roku potrafili często uśmiechać się do siebie samych z miłością i wyrozumiałością dla własnych „błędów” i cierpień. I nie myślę tu o zakładaniu na siłę różowych okularów, czy o „byciu wdzięcznym” za trudne doświadczenia. Dla mnie dużo mocniejszą i bardziej wspierającą postawą od „nowy rok, nowa ja” jest spojrzenie na przeszłość, na ten wewnętrzny i zewnętrzny krajobraz pobrużdżony czasem dołami (które sami pod sobą wykopaliśmy, albo ktoś wykopał je dla nas) i gruzami niespełnionych postanowień, oczekiwań i marzeń (jak opisałby je nasz wewnętrzny krytyk, ale czy on na pewno ma rację?) z łagodnością i miłością. Nic nie poprawiać, nic nie naprawiać, nic nie afirmować. Po prostu popatrzeć, posłuchać. Być może był to ciężki czas. Tak, może i jest to obraz rozkładu i upadku, ale tu i tam, między głazami i resztkami betonu widać zielone roślinki. Poza tym to mój obraz, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny, i to wystarczy, żeby go docenić. Może teraz, zimą, liście z zielonych drzew opadły, zgniły, zostały przykryte śniegiem, a wśród pustych gałęzi wyje wicher, ale to moje drzewa i jeszcze będą miały niejedną okazję by wzrosnąć. Poza tym, może zeszłej wiosny ich owoce i nasiona spadły w jakieś przyjazne miejsce, czego nie zauważyłam zajęta zamartwianiem się, że za chwilę będzie jesień, a potem zima? Może gdzieś poza mną kiedyś wyrosną i zakwitną?
Życzę sobie i Wam, na ten nowy rok i wszystkie następne, żeby w naszych doświadczeniach pojawiało się jak najwięcej łagodności i wyrozumiałości dla siebie samych. Niech te jakości staną się przeciwwagą dla wszystkich wewnętrznych i zewnętrznych krytyków i w ten sposób, po cichu, niech zmieniają świat.